czwartek, 2 lutego 2012

14. Tak właściwie, to gdzie byliście?

To głupie słońce przedzierało się przez niedbale zasunięte zasłony, budząc mnie ze snu przy okazji. Po dłuższej chwili zmusiłam się i wstałam z łóżka, zabrałam czyste rzeczy i powędrowałam do łazienki. Zdjęłam z siebie wczorajsze przechodzone ubranie, w którym na dodatek spałam. Jak wspomniałam wcześniej, nie mam mocnej głowy do alkoholu, więc zaczynałam odczuwać objawy porannego kaca; ból głowy i suchość w ustach. Weszłam pod prysznic. Ciepła, kojąca woda była jak zbawienie dla mych zszarganych nerwów.
Czułam się lepiej, dużo lepiej niż wczoraj. Nie myślałam już o tym koszmarze. Teraz moje myśli zaprzątał chłopak w masce łasicy, którego spotkałam na dachu. Kim był? Co tam robił? Jego osoba zaczęła mnie intrygować.
Wyszłam z pod prysznica i założyłam na siebie bieliznę, zielony T-shirt z dużym pomarańczowym symbolem nadziei na przedzie koszulki, ciemne wytarte jeansy i zielone trampki. Nie nosiłam biżuterii, uważałam ją za zbędny dodatek, no oprócz kolczyków, miałam cztery kolczyki w prawym uchu, a w lewym jeden. Wszystkie były srebrne i zwyczajne.
Wysuszyłam i rozczesałam moje włosy, zaplotłam z nich warkocz, który schodził w lewą stronę, tak jak moja długa grzywka. Weszłam do salonu i oniemiałam z wrażenia.
- Jak miło, że w końcu raczyła pani wstać. Śniadanie na stole, pewnie już zimne. Ja zaraz wychodzę, muszę załatwić parę spraw. A i treningu dzisiaj nie będzie. To i tak nie ma sensu już prawie piętnasta. 
Spojrzałam na zegarek, rzeczywiście było już tak późno.
- Jesteś zły? – Burknęłam smutno. Było mi strasznie głupio.
Blondyn dalej coś układał w szafce. W końcu powiedział jakby od niechcenia.
- Zły? Nie, skąd.
Dobrze wiedziałam, że był na mnie zły. Naruto nie miał w zwyczaju sprzątać, a tu wprost lśniło czystością.
Podeszłam do niego, przytulając delikatnie.
-Przepraszam. Przepraszam za moje zachowanie, nie wiem, co mnie opętało. - Ta niezręczna chwila ciszy. Następnie Naruto zaczął mnie ściskać coraz mocniej i mocniej. - Udusisz mnie! To boli.
- Następnym razem jak będziesz się z czymś męczyła po prostu powiedz, a nie wyżywaj się na Kazekage.
- Oj daj spokój, on chciał zjeść twój tort. – Broniłam się.
- Jesteś tego pewna? - Mówiąc to delikatnie uderzył mnie jednym palcem w nos, ze szczerym uśmiechem na twarzy.
- Ymm…
- No właśnie. – Uśmiechnął się puszczając mnie.
Powędrowałam do kuchni, chciało mi się strasznie pić. Miałam kaca. Głupi Sasuke! Wzięłam butelkę wody i opróżniłam ja do połowy. Zabrałam z talerzyka jedną z kanapek i wyszłam z kuchni przeżuwając.
- Smaczne kanapki. Dziękuję.
- Nie ma, za co. Mai, słonce, bo muszę wyjść na trochę. Jak cię zostawię samą nie zrobisz nic głupiego? – Zapytał zakłopotany.
- Będę grzeczna. – Uśmiechnęłam się do niego szeroko wcześniej przełknąwszy jedzenie idąc za nim do drzwi.
- Na pewno? – Nie dowierzał mi. Spiorunowałam go wzrokiem, za ton jego głosu. No bez przesady dzieckiem nie jestem. Formalnie od wczoraj.
- No dobra, już dobra. - Podszedł do mnie, przytulił i pocałował w czoło. - No to, do zobaczenia wieczorem siostrzyczko.
- Do widzenia. - Zamknęłam drzwi za blondynem. Co ja miałam robić?
Pokręciłam się jeszcze po domu. Wypiłam kubek mocnej kawy, który od razu postawił mnie na nogi. Otworzyłam lodówkę, a tam pustki. Po wczorajszej imprezie nie zostało w niej za wiele. Więc postanowiłam wybrać się na zakupy. Wzięłam ze sobą trochę pieniędzy, zrobiłam listę najpotrzebniejszych rzeczy do kupienia i wyszłam z domu, zamykając za sobą drzwi.
Chodziłam od sklepu, do sklepu, a toreb przybywało. Informacje w tym mieście muszą być przekazywane z prędkością światła, bo, w co drugim sklepie słyszałam: „ Jak miło panienkę widzieć w domu”, „Pozdrów Naruto słoneczko.”, „Co słychać u twojego brata? Dawno go nie widziałem.”, „Miłego dnia Mai.” Nagle nie byłam szarym przechodniem, wydawało mi się, że każdy mnie znał, wiedział o mnie więcej niż powinien. Nie mówię, że to nie było miłe, ale za to zrobiło się trochę upierdliwe. To zjawisko było dla mnie całkiem nowe. Nie chodzi mi o to, że zawsze należałam do szarej strefy w mieście, w którym kiedyś mieszkałam. Tak nigdy nie było, ale tamci ludzie witali się zemną w inny sposób. Z udawanym szacunkiem i uprzejmością. Tutaj było inaczej, czułam, że każde to zdanie wypowiedziane w moją stronę było szczere i prawdziwe. Starałam się być dla nich miła. Za każdym razem, gdy mnie ktoś zaczepiał zaczynałam rozmowę. Straciłam poczucie czasu. Zaczynało robić się późno, a jeszcze nie kupiłam wszystkiego z mojej listy.
Weszłam do sklepu z herbatą, który parę dni temu pokazał mi Kiba. To był ostatni punkt na mojej liście. Po drodze do domu spotkałam Inuzuke i Akamaru przechadzających się po ulicach Konohy. Jaki fart.
- Gdzie idziecie? – Podeszłam do nich.
- Tak właściwie to nigdzie. A ty? Daj pomogę ci. To pewnie ciężkie. - Zabrał ode mnie większą cześć toreb.
- Strasznie ciężkie. Dziękuję za pomoc. – Uśmiechnęłam się do niego ciepło.
- Nie ma, za co.
Wszyscy byli tu tacy mili. To miejsce było idealne. Spokojne i dobre, bo cicho to tu nie było. Miasto tętniło życiem. Gwar ulicy było słychać od wczesnego poranka do późnego wieczora, ale to właśnie był urok tego miasta. Było tu cudownie.
- Hej Mai śpisz?
- Co? … Nie, nie … Zamyśliłam się. Właśnie szłam do domu. Zapraszam was na kolacje. Co wy na to?
- Z przyjemnością. Prawda Akamaru?
- Raf, raf, raf.
Po drodze do domu Kiba prosił bym mu opowiedziała jak tu trafiłam, po długim namawianiu z jego strony w końcu się zgodziłam i opowiedziałam całą historie. W końcu dotarliśmy do mieszkania Naruto. Zdjęłam buty w korytarzu i powędrowałam do kuchni z zakupami kończąc moją historie.
- Zostaw je na stole w kuchni. No a potem poznałam Naruto i Sasuke.
- Jej, niesamowite.
- Rozgość się, już późno, więc zacznę przygotowywać posiłek, Naruto pewnie niedługo wróci. – Uśmiechnęłam się zaczynając szykować kolacje.
- Swoją drogą, strasznie tu czysto. Chciało ci się tu sprzątać?
- Tak właściwie to Naruto tu posprzątał. Spytaj jego.
- Co! Naprawdę? Żartujesz?
- Czemu? - Zaczęłam układać nowe produkty na miejsca.
- Wow, zmusić Naruto do sprzątania to tak jak… che, sam nie wiem, jak, ale to na pewno coś bardzo trudnego.
- Ja go wcale nie zmuszałam. - Powiedziałam trochę przygaszonym głosem, przypominając sobie sytuacje, jaka miała miejsce rano.
- Mai, chyba powinienem cię przeprosić. – Zaczął.
- Niby, za co?
- Za moje wczorajsze zachowanie. Trochę za dużo wypiłem i zachowywałem się jak dupek. – Westchnął ciężko. Było widać, że go to bardzo męczy.
- Było minęło, nie wróci więcej. - Uśmiechnęłam się do szatyna. Ja też nie byłam wczoraj do końca sobą, więc wiem jak się czuł. Zaczęłam wyciągać produkty, jakie były potrzebne do wykonania prostego dania, jakim była sałatka warzywna. Jakoś nie chciało mi się robić wymyślnych potraw na kolacje.
- Pomóc ci?
- Jeśli chcesz to pokrój te warzywa. - Pokazałam mu mały stos jarzyn na stole.
(Jakiś czas później pod drzwiami mieszkania Naruto i Mai)
- Czemu z nim nie zostałeś? –Zapytałem otwierając drzwi kluczem.
- Sam nie wiem.
- Mam nadzieje, że Mai zrobiła coś na kolacje. Zaraz umrę z głodu.
- Ty to byś tylko jadł Naruto. Otwórz te drzwi wreszcie. – Poganiał mnie kruczowłosy.
- Dziwne. Są otwarte.
- Pewnie Mai ich nie zamknęła.
- Cicho. Słyszysz? - Ze środka dochodziły jakieś głosy, nie, to był śmiech. Ktoś nas odwiedził? Wszedłem do mieszkania najciszej jak umiałem a Sasuke zrobił to samo. Dziwiło mnie bardzo to wszystko.
- Przegrałaś! – Zawołał radośnie męski głos.
- Znowu! To bez sensu, już czwarty raz. Akamaru, Kiba oszukuje. – Jęknęła niezadowolona.
- Ty się mu żalisz? Po prostu nie umiesz w to grać i tyle.
- Umiem grać w Pana! Kiedyś byłam mistrzem. Nie gram z tobą, ty kantujesz. Nie wiem jak, ale kantujesz. – Burknęła zakładając ręce na piersi udając obrażenie.
- Raf, raf, raf.
- Widzisz! Akamaru to potwierdził. Kantujesz!
- Nie! – Wykłócał się.
- Naruto nie czaj się pod drzwiami, my tu z głodu umieramy. – Usłyszałem i uśmiechnąłem się pod nosem. Moja siostra jednak czegoś się od nas nauczyła.

Po chwili w salonie stało dwóch chłopaków ze zdziwionymi minami, przekomiczny widok.
- Siema Naruto, Sasuke. Co tam u was? – Machnął do nich ręką na powitanie.
- Siadajcie do stołu powinno starczyć dla wszystkich, chociaż nie przewidziałam, że przyjdziesz z gościem. – Popatrzyłam na bruneta. Po co on tutaj?
- Jakim gościem? O czym ty mówisz siostro?
- A Sasuke to, co? Twój pies?
Kruczowłosy spiorunował mnie wzrokiem. Jak ja kocham wyprowadzać go z równowagi. To powinien być mój zawód.
- On? On jest jak członek rodziny Mai, zawsze mile widziany.
- Ja go w dowodzie nie mam, żeby utrzymywać i karmić. - Wybąkałam bardziej do siebie niż do nich, idąc do kuchni po herbatę.
- Tak właściwie to co tutaj robisz Kiba? Nie masz swojego domu?
- Mam Sasuke, ale zostaliśmy zaproszeni na kolacje po tym jak pomogłem Mai z zakupami. – Powiedział zgodnie z prawdą.
- Dziękuje, że pomogłeś mojej siostrze.
- To była przyjemność. – Odparł z uśmiechem.
Gdy zjedliśmy kolacje rozmawialiśmy jeszcze we czwórkę o wielu sprawach Inuzuka często wypytywał o sprawy związane zemną, a chłopcy opowiadali mu, jakim nieznośnym uczniem to bywałam. Koło dwudziestej pierwszej pożegnaliśmy się z Kibą i Akamaru, a ja poszłam do kuchni posprzątać po posiłku.
- Zostaw Mai ja pozmywam. – Zaproponował nagle blondyn, a już myślałam że na to nie wpadnie.
- Możesz mi pomóc i tak już prawie skończyłam. – Stwierdziłam wciskając mu w ręce ścierkę. Naruto wycierał naczynia, a Sasuke układał je na miejsce.
- Tak właściwie, to gdzie byliście? – Zapytałam zmywając talerze.
- To skomplikowane. Nie musisz zawracać sobie tej pięknej główki takimi rzeczami.
- Bracie wystarczyło powiedzieć, że nie chcesz mi o tym opowiedzieć. – Burknęłam.
-To nie tak Mai, Naruto nie może. My nie powinniśmy ci tego mówić. Nie możemy. – Westchnął ciężko odkładając suche naczynia do szafki.
- Niech wam będzie… Nie poszlibyście zemną na cmentarz? - Wytarłam dłonie w ręcznik i poszłam do salonu kończąc sprzątanie. Rozsiadłam się wygodnie na fotelu. Jak miło w końcu wypocząć.
- Na cmentarz?- Zapytał blondyn trochę zdziwiony.
- Po co chcesz tam iść? – Dodał Sasuke.
- Chciałam odwiedzić rodziców.
Wystąpił błąd w tym gadżecie.
>