niedziela, 15 lutego 2015

30. Przeszłość.

Czekałem cierpliwie aż w końcu się obudzi. Biorąc pod uwagę to jak wiele wypiła i jak późno zasnęła czułem, że może być bardzo nieprzyjemnie. Zwłaszcza, gdy dotrze do niej gdzie jest.
Gdy wróciłem do pokoju z herbatą ona już spała. Ku mojemu zaskoczeniu leżała w moim łóżku, przebrana w koszulkę, którą jej wcześniej dałem. Owinęła się kołdrą i zatonęła w pościeli smacznie śpiąc. Nie miałem zamiaru jej przeszkadzać. Poszedłem wziąć prysznic i przebrałem się do spania, po czym położyłem obok niej. Skoro miałem już i tak przesrane to, czemu miałbym spać na niewygodnej sofie?
Gdy zaczęła mruczeć i przeciągać się przez sen nie potrafiłem oderwać od niej oczu, uśmiechała się. Może śniło jej się coś miłego. Otworzyła leniwie oczy i znów je zamknęła. Westchnęła ciężko marszcząc brwi. Zdążyła się już zorientować, że coś jest nie tak, albo zaczęła odczuwać skutki wczorajszego picia. Powoli i niepewnie otworzyła kolejny raz oczy a gdy nasze spojrzenia się spotkały jej tęczówki rozszerzyły się w szoku. Nie umiałem powstrzymać wrednego uśmieszku, który malował się mi na twarzy. Mai szybko zacisnęła mocno powieki. – Koszmar. – Wyszeptała cicho kręcąc głową z niedowierzaniem. Po kilku głębokich wdechach zaczęła niepewnie otwierać oczy, najpierw jedno a potem drugie. Gdy dotarło do niej, że to nie sen zerwała się do siadu. Z mojej perspektywy było to, co najmniej komiczne. – Co? Jak?  Kurwa… - wymamrotała pod nosem zawieszając wzrok na mojej klatce piersiowej, patrząc jak opada i podnosi się, gdy oddycham. Widziałem jak usilnie próbuje poskładać wczorajszy wieczór do kupy. Zastanawiałem się czy zasłonić twarz poduszką, czy może zasłonić uszy dłońmi, gdy zacznie wrzeszczeć, jednak ona dalej milczała patrząc się w ten sam punkt. Zaczynałem się o nią martwić. – Nigdy więcej nie wezmę alkoholu do ust. – Oznajmiła kładąc się z powrotem do łóżka. Schowała twarz w poduszkę ciężko wzdychając. Nie rozumiałem zupełnie, o co jej chodzi. Usiadłem opierając się wygodnie o zagłówek łóżka plecami, obserwowałem ją uważnie. Leżała zemną w łóżku i nie krzyczała na mnie. To było, co najmniej dziwne.
- Mai? – Zapytałem w końcu niepewnie, gdy zamknęła z powrotem oczy układając się do snu. Otworzyła je powoli, patrząc na mnie znużona.
- Co? Chce spać. –Wymruczała sennie wtulając się w moją pościel. – Nie gap się tak na mnie. Miałam koszmar. – Skrzywiła się.
- Nie jestem koszmarem. – Stwierdziłem oburzony, a ona machnęła na mnie ręką z ignorancją.
- Chciałabym byś był moim koszmarem. Uchiha świat nie kręci się wokół ciebie. – Posmutniała.
- Rozwiń. – Nakazałem. Skoro chciała tu leżeć naprawdę coś strasznego jej się śniło.
- To nie był koszmar. –Sprostowała przykładając dwa palce do podstawy nosa ściskając ją mocno. Pewnie pękała jej głowa. – Coś realistycznego. Aż za bardzo.
- I to jest straszniejsze niż to, że obudziłaś się w moim łóżku, ze mną, nie pamiętając niczego? – Uniosłem brwi pytająco. Normalnie namalowałaby najczarniejszy ze scenariuszy albo, chociaż zaczęła wrzeszczeć.
- Owszem, nie boję się ciebie. Mówiła ci to już. Nie zrobiłbyś mi nic nawet, jeśli bardzo byś tego chciał. Po za tym nie pierwszy raz leże w łóżku jakiegoś faceta. To, że mam na sobie twoją koszulkę, a ty jej nie masz też nie robi na mnie wrażenia. – Ziewnęła. – Śnił mi się mój chłopak. – Zagryzła wargę i spuściła wzrok. Była wyraźnie zasmucona. Myślałem, że o nim zapomniała. A ona o nim śniła i to śpiąc w moim łóżku.
- To chyba normalne, że za nim… - Przerwała mi.
- Nie. Nie tęsknie za nim. Wyleczyłam się z tego już dawno. To prawie rok jak tu siedzę. Kto normalny dalej wzdychałby do mglistego wspomnienia po facecie? Nikt.
- Wiec? No i co ty mi tu insynuujesz? - Czy ona właśnie przyznała się że... No.
- Nic. - Wywróciła oczyma.- Obudziłam się na jakiejś lekcji w klasie. Zdawało mi się, że przysnęłam, bo nauczycielka przynudzała a on mnie obudził. Stał nade mną, był tak wyraźny, ja nigdy. Pamiętałam najdrobniejsze szczegóły jego twarzy, czy mundurka szkolnego, który nosił w niewłaściwy przepisom sposób. Otoczenie klasy, zapachy, inni ludzie w sali. To było realne do tego stopnia, że rozmawiając z Shethem miałam wrażenie, że to całe życie tu śniło mi się zanim mnie zbudził. Konoha, misje, shinobi, mój brat, ty. Wszystko. Sen zwykły, sen. Wytwór mojej nad wyraz wybujałej wyobraźni. To było przerażające. – Wyjaśniła podnosząc się do siadu patrząc na mnie uważnie.
- Jak to?  Nie chciałabyś tam wrócić? Przecież ciągle powtarzasz, że tu nie pasujesz. – Wyrzuciłem jej. Mógłbym przyzwyczaić się do widoku jej w moich rzeczach. Rozpraszała mnie.
- Nie pasuje tu, ani tam. – Westchnęła ciężko. – Nie chce tam wracać. Chce tu zostać i poukładać sobie życie w końcu. Mam tu brata i prawdziwych przyjaciół.
- To pewnie przez ten alkohol. Nie przejmuj się. – Uśmiechnąłem się do niej krótko.
- Ta, masz coś na kaca? – Zapytała przygryzając dolną wargę. – Przepraszam za wczoraj. Stanowczo za dużo wypiłam.
- Pamiętasz wszystko? – Zdziwiłem się.
- Chyba… - Burknęła czerwieniąc się. – Jest mi głupio. Dałam się ponieść i podpuścić. Gadałam od rzeczy. – Poprawiła swoje włosy odkrywając się. – Następnym razem jak zasnę w twoim łóżku trzaśnij mnie czymś ciężkim a nie kładź się obok.
- Zmęczony byłem.
- Ehe. – Popatrzyła na mnie pobłażliwie.
- Nie wierzysz mi? – Zapytałem przysuwając się do niej gwałtownie patrząc prosto w jej zielone oczy.
- Gdzieżbym śmiała Sasuke-kun. – Prychnęła znosząc moje spojrzenie.
- Nie mów tak do mnie. – Założyłem jej kilka kosmyków za ucho niemal do niej mrucząc. Skoro ona mogła to ja też.
- Jakoś one mogą.
- One to nie ty, Mai. Zazdrosna?
- Chciałbyś. – Uśmiechnęła się pobłażliwie kładąc mi dłoń na torsie. – Nie mam być, o co zazdrosna. – Stwierdziła odpychając mnie i wstając z łóżka. Zachwiała się delikatnie. – Yh. – Wzdrygnęła się zbierając swoje rzeczy z podłogi.
- Gdzie idziesz? - Zapytałem nie spuszczając z niej wzroku. Moja koszulka prezentowała się na niej niesamowicie interesująco.
- Do siebie? Jeszcze sobie ktoś, coś pomyśli. - Westchnęła ciężko powłócząc nogami do wyjścia. - I przestań się gapić Uchiha.
- Nie gapię się. - Uśmiechnąłem się zadziornie wreszcie skupiając jej uwagę na mnie. Zlustrowała mnie spojrzeniem pełnym politowania przechylając głowę pytająco. - Podziwiam. - Dodałem ubiegając jej pytanie.
- Pff. Zabawny jesteś. - Poczerwieniała delikatnie odwracając ode mnie subtelnie wzrok. Widziałem dokładnie jak się peszy i spina.
- Może. Nie znam się na tym. Za to nigdy nie miałem okazji oglądać moich rzeczy na kimś innym. Tak jak myślałem każdemu w niej dobrze. Nawet tobie. - Uśmiechnąłem się wrednie. Jednak ku mojemu zdziwieniu Mai wyszła z pokoju trzaskając drzwiami. Obraziła się. Miałem zamiar ją zdenerwować, uwielbiałem się z nią droczyć. Nie chciałem by wychodziła.

Skoro jego zdaniem byłam ostatnią osobą, która wyglądałaby ładnie w jego rzeczach to, po co mi je w ogóle dawał?! Idiota jeden. Nie ma to jak od rana mieć zły nastrój. Myślałam, że nie może być gorzej, lecz gdy tylko przekroczyłam próg pokoju niemal nie zeszłam na zawał.
- O Kami-sama! - Wrzasnęłam przestraszywszy się Itachiego siedzącego w fotelu.
- Schlebiasz mi, ale nie, Mai. Itachi. - Uśmiechnął się, chyba. Mimikę twarzy Itachiego trudno było rozgryźć. - Myślałem, że już nie wstaniecie. Bałem się jednak wchodzić do pokoju Sasuke.
- Niby, czemu? - Wywróciłam oczyma ukazując moje zirytowanie.
- Nie udawaj. Będę wujkiem? - Zamrugałam i oniemiałam. Co on właśnie powiedział? Okej. Spalam w pokoju Sasuke. W jego łóżku i no niby mam na sobie jego rzeczy, ale to wcale nie tak.
- Dlaczego wszyscy Uchiha są tak upierdliwi?
- Wszyscy? Jest nas raptem dwóch.
- To o troje za dużo jak na mnie. - Westchnęłam ciężko łapiąc się za podstawę nosa. Upierdliwi Uchiha i upierdliwy ból głowy. Świetnie. - Po co przyszedłeś. Bo mam nadzieje, że jednak nie tylko po to by się pośmiać. To nie jest mój dzień.
- Twojego brata nie ma i raczej nie będzie, więc postanowiłem, że dzisiejszy trening przeprowadzę ja. Na pocieszenie możesz użyć Sasuke, jako worka treningowego.
- Trening. - Jęknęłam. - A nie możemy sobie odpuścić? Ostatnie, o czym maże to spędzać z wami dzień na polu w mroźny dzień.
- I śnieżny.
- Miło. - Wywróciłam oczyma. To naprawdę byli bracia.
- Nie martw się pójdziemy do dojo. Dziś trening z Bo. Ubieraj się. Masz dziesięć minut.
- A śniadanie? – Jęknęłam czując jak burczy mi w brzuchu.
- Poproś Sasuke może ci zrobi. - Zaśmiał się wychodząc z pokoju.

Nie wiem, który to już raz oberwałam z Bo od Itachiego przestałam liczyć po trzydziestym. Starszy Uchiha wcale mi nie pobłażał na treningu. Zaczęliśmy niewinnie od rozgrzewki. Kilka okrążeni po parku i jakiś ćwiczeń rozciągające, bo jak twierdzi Itachi świeże, mroźne powietrze to idealne lekarstwo na kaca. Gdy w końcu się nade mną zlitował widząc jak dygotam cała i szczękam zębami z zimna trafiliśmy do miejskiej sali. O dziwo nikogo w niej nie było. Sala była przestronna, cała wyłożona jasnymi deskami. Miała kilka okien i przestronne rozsuwane drzwi wejściowe. Podstawowe sprzęty treningowe: kilka drewnianych mieczy czy też Bo, materace, drabinki i tym podobne rzeczy zachowane w całkiem niezłym stanie jak na publiczne miejsce. Na początek krótki sparing kontaktowy. Nie miałam szans z chłopakiem, a jednak ku mojemu zdziwieniu kilka razy udało mi się go trafić. Nie żebym od razu go powaliła na łopatki czy coś. Po prostu trafiłam w cel. Jak na shinobi z moim doświadczeniem to mega wyczyn. Tak właśnie powtarzałam sobie w głowie by nie dołować się niepowodzeniami. Nie sądziłam, że trening będzie lekki i przyjemny, ale to zaczynało przerastać moje oczekiwania.
- Przestań się wygłupiać Mai. Skup się! – Wydawał polecenia jak rasowy trener. Patrzył na mnie surowym wzrokiem i wytykał każdy błąd. Wiem, że chciał dobrze, ale chyba odrobinę przeginał.
- No skupiam się! – Zawołałam uchylając się przed ciosem. Jednak to nic nie dało. Zanim zdążyłam zareagować oberwałam kijem w bok.
- Widzę. – Prychnął gotując się do następnego ciosu. Odskoczyłam i zamachnęłam się na niego wkładając całą siłę w cios. Trafiłam w jego plecy z taką siłą, że powinien się przewrócić. On jednak wyparował.
- Klon. – Syknęłam pod nosem zirytowana.
- Naprawdę myślałaś, że to będzie aż tak proste? – Zapytał pojawiając się przede mną i wymierzając cios prosto w mój brzuch. Padłam na kolana, wypuściłam z rąk Bo łapiąc się za obolałe miejsce.
- Itachi zróbmy przerwę… ledwo żyje. –Sapałam z wycieczenia klęcząc przed chłopakiem.
- Nie ma na to czasu. Jeśli chcecie wziąć udział w tegorocznym egzaminie na chuninna to musisz dogonić brata i Sasuke, albo chociaż inne dzieciaki startujące tam. Słyszałem, że w tym roku nie tylko nasza drużyna startuje „dla formalności” by odebrać kamizelkę. Konkurencja będzie silniejsza niż zwykle. Zginiesz, jeśli się nie przyłożysz.
-Z-Zginę? – Zamrugałam oniemiała przełykając głośno ślinę. – Przecież to tylko konkurs.
- Konkurs i chyba od zawsze zdąża się jeden czy dwa przypadki śmiertelne. Oczywiście wszystko jest „niechcący” i „przez przypadek”. Nikt potem tego nie rozdmuchuje. Każdy wie, na co się pisze. Więc jeśli nie jesteś na to gotowa to odpuść. Chłopaki znajdą sobie kogoś innego, albo poczekają na ciebie.
- Nie. – Zawołałam oburzona. Nie chciałam być kulą u nogi bratu. – Przyłożę się, naprawdę. Daj mi szanse. Proszę. – Westchnęłam ciężko podnosząc się. Byłam cała obolała, ale chciałam dalej trenować.
- Przynajmniej masz w sobie ducha walki. – Uśmiechnął się kpiąco. – Może jednak coś tam z ciebie wyrośnie. – Rozczochrał moje włosy zaczepnie. - Napij się i wracamy do treningu. – Polecił. Drzwi dojo rozchyliły się a do sali weszła ciemna postać. Przestałam słuchać Uchihy. Wpatrywałam się jak zahipnotyzowana w postać zmierzającą w moją stronę.
- Seth… - Westchnęłam cicho zamykając oczy i biorąc głęboki wdech. Próbowałam odpędzić jego postać z przed oczu, ale on nie znikał. Zbliżał się coraz bardziej. Rozejrzałam się spanikowana po sali. Itachi nie zwracał na niego uwagi. Czyżby go nie wyczuł?  Może to po prostu sen, zemdlałam na macie z wycieńczenia i tyle. – Odejdź… - Burknęłam przerażona pod nosem gdy postać była kilka kroków ode mnie. – Proszę. Seth… - Zacisnęłam mocno powieki niemal płacząc a on się odezwał.
- Wróć Mai. – tak znajomy głos. Przeszedł mnie lodowaty dreszcz. To nie mogło się dziać naprawdę. Potrząsnęłam głowa jeszcze raz by odpędzić zmorę.
- Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha. Itachi nie mówił ci, że przyjdę? – Zapytał a ja otworzyłam oczy zdziwiona. Przede mną stał Sasuke. Patrzyła na mnie uważnie, niezadowolony.
- Ja widziałam… nieważne. – Westchnęłam w popłochu siłując się z butelką wody.
- Daj to. Jesteś shinobi a butelki nie umiesz odkręcić. – Wywrócił oczyma wyrywając mi plastik. – Poza tym mam na imię Sasuke. Sala treningowa to nie miejsce na bujanie w obłokach, wiesz? – Zlustrował mnie lodowatym spojrzeniem oddając mi wodę. Ciarki przeszły mi po plecach, nie potrafiłam znieść jego intensywnego spojrzenia na sobie. Spuściłam wzrok.
- Sasuke… ja … - Jąkałam przestraszona. Ręce drżały mi z przerażenia a serce waliło jak oszalałe. Nie miałam pojęcia, co się zemną dzieje i czemu nagle wszędzie widzę Sheta.  
- No co? – Zapytał zirytowany. – Przerabialiśmy to już rano. Tęsknisz za nim i tyle. Może po prostu wracaj tam w cholerę. Było dobrze jak cię tu nie było Mai. Nikomu tu nie jesteś potrzebna.
- Sasuke… - Oczy zaszły mi łzami. Poczułam jak jego słowa kują mnie w serce sprawiając wielki ból.

To wszystko męczyło mnie przez cały dzień. Było jak denerwująca piosenka, której nienawidzimy, powracająca wciąż i wciąż w myślach. Dobijająca nas od środka. Chodziłam jak struta warcząc na wszystko i wszystkich. Nie miałam ochoty na niego patrzeć a co dopiero z nim rozmawiać. Unikałam go jak ognia.
Nie przespałam pół nocy, przerzucając się z prawego boku na lewy w moim nowym łóżku. Ciągle myślałam o słowach Sasuke, które naprawdę mnie zabolały, o Sethie. Jego twarz wracała do mnie z tym samym wyrazem, drażniąc coraz bardziej i bardziej.
W końcu ubrałam się i wyszłam z pokoju przez balkon. W środku głuchej nocy miałam wrażenie, że coś mnie woła. Postanowiłam pognać za tym uczuciem przed siebie. Chciałam by w końcu dało mi spokój. Czułam, że dopóki nie dowiem się co to, nie zaznam go.
W noce takie jak ta przy bezchmurnym niebie, księżycu w pełni i siarczystym mrozie na pewno nie działo się nigdy nic dobrego. Zastanawiałam się czy czytałam lub słyszałam jakąkolwiek pozytywną historie odbywającą się w takiej właśnie scenerii. Do tego wszystkiego jak wisienki na torcie brakowało tylko jakiś przeraźliwych ryków lub wycia dzikiego zwierza.
To, co mnie ciągnęło nie było z pewnością dobre. Było mroczne i tajemnicze, przeszywające i mrożące krew w żyłach. Jednak z moim upodobaniem do ładowania się w kłopoty nie potrafiłam powstrzymać pokusy. Gdy wybiegłam za mury wioski zatrzymałam się w lesie tuż przed wrotami świątyni, w której znaleziono mnie pierwszego dnia. Zza drzwi biło dziwne jaskrawo błękitne światło. Ciągnięta ciekawością pociągnęłam jedno skrzydło do siebie otwierając je. Jednak, gdy weszłam do środka światła już nie było. – Ktoś tu jest? – Zapytałam niepewnie, rozglądając się niepewnie na wszystkie strony ciemnego pomieszczenia. Wyraźnie czując czyjąś obecność jednak nie była to zwyczajna chakra. Coś innego. Mrocznego. Co gorsza zdawało mi się, że czułam już kiedyś coś podobnego. – Pokaż się. – Nakazałam jednak odpowiedziała mi tylko głucha cisza. Poczułam chłód wiatru na nagim karku. Przeszedł mnie dreszcz. Odwróciłam się gwałtownie w stronę wejścia. W jego progu stała ciemna postać. Oświetlona jedynie bladym światłem księżyca rzucanym z zewnątrz.  – Kim jesteś? – Zawołałam starając się ukryć przerażenie, jakie mnie ogarnęło.
- Pytasz mnie, kim jestem? – Zapytał rozbawiony cień. Jego słowa były jak zimny prysznic. Tak znajomy głos i zarazem tak odległy. – Prosiłem byś wróciła. Wystarczy już tej zabawy Mai.
- S-Seth… - Oniemiałam.
- Więc jednak wiesz kim jestem? – Zapytał robiąc kilka kroków w moją stronę a ja odruchowo cofnęłam się. – Boisz się?
- To niemożliwe. – Wyszeptałam kręcąc głową z niedowierzaniem. – Ciebie nie ma, to sen.
- Nie prawda Mai. Wracajmy. – Mówił spokojnie i powoli opanowany jak zawsze. Zbliżał się do mnie niebezpiecznie szybko.
- Gdzie? – Zapytałam czując jak moje plecy spowija chłód kamiennej ściany.
- Do domu, głuptasie. – Zaśmiał się zbliżając się do mnie na krok i gładząc mój policzek kciukiem.
- Przestań. – Wyjąkałam sparaliżowana strachem.
- Dlaczego? Przecież to lubisz, skarbie. – Zapytał pochylając się nade mną.
- Ja… To bez sensu. – Wybąkałam a on mnie pocałował. Moją głowę przeszyła fala wspomnień. Poczułam, że coś we mnie pęka i pociekły mi łzy po policzkach.
- Wracajmy. Nie powinnaś tu być.  – Wyszeptał delikatnie dotykając moich ust swoimi przy każdym słowie.
- Nie! – Zawołałam wyszarpując się. Ruszając przed siebie w pędzie nie oglądałam się za siebie. Usilnie próbowałam wyrzucić ten pocałunek z głowy. Bezskutecznie.
- Wracaj Mai. To nieuniknione. – Zawołał za mną, albo w mojej głowie. Nie jestem pewna. To wszystko działo się tak szybko, tak niewiarygodnie. Nie potrafiłam rozgraniczyć jawy od rzeczywistości, radości od strachu. Tęsknoty od żalu, chłodu od ciepła. Wszystko w mojej głowie się kotłowało. Nawet nie wiem ile zajęła mi droga do domu.
Zdyszana i zziębnięta weszłam do pokoju, który uderzył mnie przyjemnym ciepłem. Czułam jak zimny pot spływa mi po plecach a oczy pieką od płaczu. Zamknęłam w pośpiechu drzwi balkonowe i osunęłam się po szkle siadając na podłodze. W załamaniu schowałam głowę między kolanami próbując uspokoić rozkołatane serce.
- Gdzie byłaś? – Usłyszałam surowy głos. Podniosłam ostrożnie głowę do góry rozglądając się po pokoju. Chłopak siedział na moim łóżku patrząc na mnie czerwonymi oczyma w skupieniu.
- Sasuke…- Wyburczałam przygryzając mocno dolną wargę by nie wybuchnąć płaczem. Oblizałam usta i przełknęłam głośno czując nadal na ustach smak Jego ust.
- Ogłuchłaś? Gdzie byłaś? – Zapytał ostro wstając z łózka.
- Idź sobie. – Powiedziałam chowając znowu głowę w kolana objęłam nogi rękoma ciężko wzdychając.
- W co się znowu władowałaś? – Zapytał. Wiedziałam, że stoi nade mną nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Co miałam powiedzieć, że zwariowałam? – Mai do cholery. Nie ignoruj mnie. – Warknął szurając moje kolano swoim. Gdy znów mu nie odpowiadałam złapał mnie mocno za przedramię i pociągnął do góry. Na chwilę nasze spojrzenia się spotkały jednak szybko speszona jego kekkei genkai odwróciłam wzrok. Miałam wrażenie, że jego oczy przewiercają moją głowę na wylot tworząc w niej wielką dziurę. – Mów.
- Daj mi spokój. – Wydusiłam z siebie niemal płacząc. Wyrwałam mu rękę z uścisku, po czym zaczęłam ją rozmasowywać. Sasuke nigdy nie umiał być delikatny w złości, a teraz był zły i to bardzo. Wiedziałam to po jego mowie ciała. Był spięty i szorstki. Nienawidził nie wiedzieć. Wtedy musiał być zależny od drugiej osoby. Od jej skłonności do wywodów. To, że próbował wyciągnąć coś zemnie wcale nie było ułatwieniem. Nie oszukujmy się byłam upartym człowiekiem. – Chce iść spać. – Oznajmiłam podchodząc do komody w poszukiwaniu rzeczy do spania.
- Jesteś naprawdę irytująca. Nie mam pojęcia jak ktokolwiek z tobą wytrzymywał. – Prychnął.
- Super. Idź sobie. Nikt cię tu nie zapraszał. Przecież cię nie obchodzę. – Syknęłam wyrzucając mu wczorajsze słowa, odwracając się do bruneta.
- Nie dziwię się wcale, że wychowywały cię niańki. Twoi rodzice mieli dosyć rozwydrzonego bachora, jakim jesteś, a ten twój chłopak jak mu tam było… Seth. Pewnie skacze z radości, że zniknęłaś. – Zanim zdążył dokończyć ostatnie słowo spoliczkowałam go. Poczułam przeszywający ból promieniujący z mojej dłoni, gdy dotarło do mnie, co zrobiłam. Otworzyłam szeroko oczy z przerażenia zsuwając powoli rękę na dół. Wzięłam głęboki wdech i zacisnęłam pięści patrząc na Uchiha wrogo.
- Jak śmiesz? – Wysyczałam. – Nic nie wiesz. O nim. O moich rodzicach. O mnie… Wydaje ci się, że mnie przejrzałeś, że mnie znasz? Wynoś się stąd.
- Tak jak mówiłem. Jesteś rozwydrzonym bachorem, który wścieka się, gdy ktoś nie chce tańczyć jak mu się podoba. – Patrzyłam na niego a złość we mnie kipiała. Zacisnęłam znów pięści. – Uderzysz mnie znowu?  Uważaj, bo się popłacze. – Mówił tak zimnym i obojętnym głosem, przerażające.
- Jesteś idiotą Uchiha! – Warknęłam uderzając go w tors bezsilna. Byłam na skraju rozpaczy, a on musiał mi jeszcze dokładać. Kochany Sasuke. – Nie możesz dać mi spokoju?  Po prostu wyjść?  Nie mam siły by się z tobą użera.
- Nie mogę. – Uśmiechnął się wrednie łapiąc mnie mocno za nadgarstek. – To zbyt dobra zabawa.
- Dupek.
- Mogłabyś być dla mnie czasem milsza. – Patrzył się na mnie wyraźnie zadowolony. Zachowywał się jak kobieta w ciąży pięć sekund temu mnie wyzywał a teraz się cieszy jak głupi do sera. Idiota. – Jeśli myślisz, że zapomnę co powiedziałaś wtedy to się pomyliłaś.
- Co powiedziałam takiego hm?
- Że mnie lubisz.
- No i? – Wywróciłam oczyma. – Najwyraźniej miałam chwile słabości. Zresztą powiedziałam, że lubię też Gare i?
- Musisz o nim wspominać?  
- Tak muszę. On przynajmniej mnie nie wyzywa od rozwydrzonych bachorów Uchiha.
- Dobrze wiem, że lubisz się zemną droczyć.
- Wcale. – Westchnęłam ciężko. – Wolałabym mieć spokój, I tak mam już za dużo na głowie… Chyba wariuje już powoli.
- Hm? – Patrzył na mnie pytająco czekając na rozwinięcie.
- Nie ważne.
- Mów.
- Nie? Przecież i tak ci nie zależy na mnie. Nikomu tu nie jestem potrzebna. – Powiedziałam patrząc na niego pustym spojrzeniem, chciałam by dostrzegł jak bardzo mnie to zabolało.
- Mów. – Powiedział ściągając groźnie brwi i przyciągając mnie bliżej siebie. Zignorował kompletnie moje starania. Nagle jednak jego uścisk zelżał a wyraz twarzy zmienił się. Poczułam jak jego kciuk pociera mój policzek – Płakałaś?
- Nagle cię obchodzę? Idź już. Naprawdę jestem zmęczona. Nie spałam nic. – Westchnęłam ciężko natychmiast orientując się, że mój długi jęzor wcale nie pomaga.
- Co cię meczy?
- Nie pójdziesz sobie nie? – Westchnęłam ciężko. Postanowiłam zignorować obecność chłopaka i wyszłam do łazienki umyć się i przebrać do spania z nadzieją, że go już niezastane jednak, gdy wróciłam susząc głowę ręcznikiem on dalej siedział na moim łóżku. – Nie masz własnego życia? Idź spać. Jest środek nocy.
- Skoro tak ładnie prosisz. – Powiedział rozkładając się na moim łóżku. Był w piżamie, dopiero teraz to do mnie dotarło. Miał na sobie tylko ciemne dresowe spodnie. Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem zastanawiając się czy poszedł się przebrać, gdy mnie nie było czy jednak od początku był tak ubrany. – Coś nie tak?
- Nie nic. Po za tym, że to jest moje łóżko.
- No i? – Popatrzył na mnie jakbym była najgłupszym człowiekiem na świecie. – Wczoraj ty spałaś w moim.
- To nie to samo. – Zaczęłam się tłumaczyć. - Byłam zmęczona i pijana i… - Westchnęłam ciężko czując, że to nie ma sensu. Stanęłam przed łóżkiem dalej susząc włosy zachodząc w głowę jak się go pozbyć.
- Ja tęż jestem strasznie zmęczony. – Powiedział teatralnie ziewając. – Kładź się. Włosy już suchsze nie będą. – Stwierdził zabierając mi ręcznik a ja patrzyłam na niego oniemiała. Bezczelność. – No co?
- Konkretnie to nic takiego. Może to i twój dom, ale to nie znaczy, że możesz się tu panoszyć Uchiha. – Zanim zdążyłam złożyć kolejne zdanie leżałam na łóżku a on wisiał nade mną szczerząc się wrednie.
- Powiesz mi co cię męczy to sobie pójdę.
- Zejdź zemnie. Nie będę z tobą w ten sposób rozmawiała ba wcale nie będę. – Fuknęłam na niego próbując go odepchnąć rękoma opierając się na jego nagim torsie.
- Dlaczego? – Zapytał skupiając się na mojej twarzy wisząc nade mną nadal niewzruszony moimi poczynaniami.
- „Może tam po prostu wracaj w cholerę. Było dobrze jak cię tu nie było Mai. Nikomu tu nie jesteś potrzebna.” Może dlatego? – Na te słowa chłopak się zaśmiał siadając na łóżku. – Co cię tak bawi?
- Naprawdę pamiętasz co ci powiedziałem słowo w słowo? – Zapytał powstrzymując rozbawienie. Wzięłam głęboki wdech i podniosłam się do siadu. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Wcale nie chciałam by wiedział, że się tym przejęłam. Przecież jego zdanie nie powinno mnie obchodzić.
- Odwal się ode mnie wreszcie co? – Warknęłam spuszczając wzrok.
- No już. – Powiedział łagodnie podnosząc moja twarz delikatnie za podbródek bym na niego spojrzała. – Tylko nie płacz. Wiesz, że tego nienawidzę.
- Będę robiła co mi się będzie podobało. – Przymrużyłam oczy patrząc na niego groźnie.
- W to nie wątpię. Zapewne wszystko to będzie na złość mnie. – Uśmiechnął się krótko.
- Przestań tak robić. – Burknęłam odsuwając jego dłoń.
- Niby co? – Zapytał zakładając mi niesforne kosmyki wilgotnych włosów za ucho.
- Zachowujesz się jakbyśmy siedzieli na emocjonalnej huśtawce. – Westchnęłam ciężko odwracając wzrok od Sasuke.
- Serio? Wybacz. – Zaśmiał się krótko. – Nie odwracaj wzroku Mai. Przecież nie gryzę.
- Jeszcze. – Zaśmiałam się pod nosem.
- Słucham? – Zapytał przysuwając się do mnie. Otworzył buzie ukazując mi swoje białe zęby.
- Przestań idioto. – Zachichotałam broniąc się, chłopak jednak złapał mnie w tali i ugryzł delikatnie w obojczyk.
- Mniam. – Oblizał się odsuwając się od mojego karku.
- Jesteś chory. – Stwierdziłam rozbawiona. – Naprawdę chory.
- To twoja wina Mai. – Wymruczał mi do ucha, po czym przygryzł je delikatnie niemal nie wyczuwalnie. Zaczerwieniłam się chyba w każdym możliwym miejscu ciała.
- Sasuke… - Burknęłam speszona. Przewróciło mi się w żołądku, a moje ciało przeszła fala przyjemnego ciepła. To było niesamowite uczucie. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego on się tak zachowywał i co gorsza, dlaczego mi się to podobało. Przecież to Sasuke.
- Powiesz mi gdzie byłaś i co się stało? – Zapytał przytulając mnie delikatnie.
- Nie mogłam spać przez to wszystko, wyszłam się przejść. – Wytłumaczyłam odsuwając się od chłopaka subtelnie. – Znowu widziałam Sheta… tylko.- Przerwał mi z niezadowoleniem.
- Tylko co?
- Chodzi o to że, ja nie tylko go widziałam i słyszałam. Czułam go, pocałował mnie i to było takie realne. Ja…
- Nawet nie kończ. Nie chce więcej o nim słuchać. Ja pierdole. – Warknął gwałtownie wstając z łóżka. – Zastanów się pięć razy zanim następnym razem stwierdzisz, że wyleczyłaś się z miłości do jakiegoś kolesia ok? Poukładaj sobie w tej głowie, bo masz na serio tam narąbane Mai.
- Sasuke… - Burknęłam smutno. – Chciałeś wiedzieć i…

- Już nie chcę. Wracaj sobie do niego. – Warknął wychodząc trzasnął drzwiami.
Wystąpił błąd w tym gadżecie.
>