czwartek, 15 grudnia 2011

12. Urodziny.

Miałam dosyć obietnic, kłamstwa, ludzi, życia, po prostu wszystkiego. W tym momencie stałam na krawędzi urwiska, a w głowie huczało mi jedno zdanie: „Skacz, skacz! Na co czekasz? Skacz.”
Tak po prostu przechyliłam się do przodu, spadałam i spadałam, teraz nic się już nie liczyło, nie było odwrotu. Nagle, zaczęłam myśleć: „Dlaczego?” Z oczu popłynęły mi łzy. W tej jednej chwili zrozumiałam swój błąd. Zdałam sobie sprawę, że to wszystko prawda. Koniec wszystkiego.
-To niemożliwe! - Obudziłam się z wrzaskiem, cała spocona i zapłakana.
- Kto, gdzie, jak!? - Naruto wleciał do pokoju w samych bokserkach z kunaiem w ręku. Stanął jak głupi, nie wiedział, co ma zrobić. - Co jest?
- To był sen? To tylko sen. Nic się nie stało. - Zaczęłam powtarzać pół szeptem. Jak bym sama próbowała zrozumieć.
Naruto podszedł do łóżka, usiadł na nim i mnie przytulił. Po prostu przytulił. Czułam się tak dobrze, bezpiecznie.
- Już dobrze Mai. Nie płacz, to był tylko zły sen. Koszmar. – Mówił spokojnie głaszcząc mnie po plecach pocieszająco. Siedzieliśmy tak chwile, a ja powoli dochodziłam do siebie. Naruto wstał i podszedł do okna odsłaniając je.
- Słońce już wysoko. Czas wstawać, czeka nas trochę pracy siostrzyczko. – Uśmiechnął się do mnie szeroki.
- Tak. Przepraszam. – Burknęłam.
- Nie masz, za co przepraszać.
- Pięknie zaczęliśmy dzień.
- Swoją drogą wszystkiego najlepszego siostrzyczko, w dniu osiemnastych urodzin. – Powiedział z kpiną w głosie.
- Nawzajem braciszku. - Odpowiedziałam mu w mniej więcej ten sam sposób i dałam nura w poduszkę. Wcale nie chciało mi się wstawać.
- Ja nie żartowałem, wstawaj. Już, bo użyje innych środków.
- Nie!
- Jak chcesz.
W pokoju rozległ się głuchy huk.
- Ałł! To nie było miłe.
- Mówiłem, że masz wstać. – Zaśmiał się patrząc na mnie z góry.
- Naruto jak ja cie…
- No to skoro wstałaś już z łóżka, pójdę zrobić śniadanie, a ty masz pięć minut na ogarniecie się. – Przerwał mi.
Wyszedł z pokoju, a ja odruchowo zaczęłam masować swoje obolałe pośladki.
Ten głupek po prostu zwalił mnie z łóżka. Zapowiada się piękny dzień… Zabrałam jakieś czyste rzeczy ze swojej szafy i poszłam do łazienki wziąć zimny prysznic.
Po wspaniałej i orzeźwiającej kąpieli, obudziłam się i nabrałam sił by przeżyć jakoś ten dzień.
Wyszłam z łazienki podśpiewując sobie. Szłam w stronę kuchni i suszyłam sobie głowę ręcznikiem, więc nie za bardzo wiedziałam gdzie idę. Robiłam to na wyczucie dobrze znałam dom, wyraźnie czułam Naruto, jak dla mnie stał w drzwiach kuchni.
Nagle w coś uderzyłam, byłam mniej więcej po środku salonu, tam nie powinno być niczego.
- Co jest kurde. Ałł…- Zdjęłam ręcznik z oczu. Chciałam wiedzieć, co mi wadzi na drodze. Po chwili miałam ochotę wrzeszczeć, próbowałam jakoś z tego wybrnąć, ale nie było jak. Stałam wtulona w klatkę piersiową Sasuke, cholera.
Co ten palant tu robił!? W moim salonie! To nie było najgorsze. Dlaczego ten idiota mnie obiło w pasie!?
- Przepraszam. Nie wiedziałem, że tak na mnie lecisz. – Uśmiechnął się wrednie.
- Puszczaj, nie zauważyłam cie kretynie.
- Pewnie sobie zaplanowałaś to wszystko, siostrzyczko. – Zachichotał blondyn.
- Oczywiście, jak bym nie miała ciekawszych rzeczy do roboty. - Popatrzyłam w oczy brunetowi z pogardą. - Niby, dlaczego się nie odsunąłeś?
- A, po co miałbym to robić?
- Nie wiem, pomyślmy. A, tak… żebym się o ciebie nie obiła! – Odsunęłam się od niego.
- Jesteś shinobi, czy nie?
- Jaki to ma związek?
- Powinnaś mnie ominąć z łatwością.
- Czasami zapominam.
- O czym? O myśleniu? – Zakpił.
- O tym, że jakiś zapatrzony w siebie głupek ma chore poczucie humoru!
Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej mleko stawiając je energicznie na blacie. Wzięłam mały garnek i zaczęłam przygotowywać kakao. Uwielbiałam kakao, było wspaniałym lekarstwem na zły humor.
Naprawdę nie miałam ochoty wysłuchiwać kazań. Ten sen mnie dobił, miałam ochotę wrócić do pokoju i iść spać. Jeszcze te głupie urodziny, jak wisienka na torcie.
Stałam w kuchni i mieszałam gotujące się kakao, nie zwracałam uwagi na nic.
- Co jej jest? Czy dziewczyny zazwyczaj nie skaczą z radości w dzień urodzin?
- Nie wiem. Wystraszyła mnie dzisiaj, myślałem, że ktoś ją napadł, bo zaczęła się wydzierać.
- Po co?
Wzięłam szklankę z ciepłym płynem i minęłam bruneta wpatrzona w kubek. Odpowiedziałam mu na pytanie przyciszonym, trochę przybitym głosem.
- Koszmar. - Usiadłam na kanapie i patrzyłam w przestrzeń. Nie chciałam o tym rozmawiać.

Co tu się stało? Mai zachowywała się dziwnie. Była cicha, przybita i smutna. Ta hałaśliwa, wkurzająca i arogancka dziewczyna zachowywała się jak by jej tu nie było. Siedziała na kanapie i patrzyła w przestrzeń sącząc kakao. Nie miała zamiaru się tłumaczyć, więc zapytałem jeszcze raz.
- Koszmar?
- Koszmar. – Odpowiedziała zimnym, pozbawionym jakichkolwiek uczuć głosem. Po plecach przeszły mi ciarki na sam jego dźwięk. To było dziwne, słyszeć taki ton z jej ust. Odkąd pamiętam ona zawsze okazywała uczucia. Nawet w najdrobniejszych gestach, było ich mnóstwo. To mi się w niej podobało. Była do bólu szczera, a jej mimika tylko to podkreślała. Mówiła, co myślała, nie bała się okazywać uczuć. A teraz siedziała tam jak by zamknięta w innym świecie. Patrzyłem na nią, nie potrafiłem oderwać wzroku. To było straszne, tak bardzo przypominała mi mnie samego. Z nikim nie dzieliłem się problemami, nie okazywałem uczuć. Tak było mi łatwiej, ale ona. Mai taka niebyła. Ona była jak tornado.

Czego się uczepił? Niech da mi święty spokój! Chyba nie pozwolą mi się załamać… che.
- Czego się gapisz, człowieka nie widziałeś? – Odburknęłam nie za miło.
- Czekam, aż mi odpowiesz.
- Odpowiedź… hm. Czasami lepiej nie wiedzieć pewnych rzeczy. - Wzięłam ostatni łyk kakao, wstałam z kanapy i powędrowałam do kuchni odstawić kubek do zlewu.
Wcześniej tego nie zauważyłam, na stole leżała książka. Jak dla mnie kucharska, a obok niej jakieś produkty, aż uśmiechnęłam się do siebie. Ktoś próbował coś upiec. Biedni goście, chyba się nad nimi zlituję i pomogę.
- Co dobrego robisz Naruto? – Zachichotałam.
- Miałem zamiar coś upiec, jakiś tort, ale chyba jednak pójdę go kupić.
- Nie idź. Pomogę ci. Razem damy radę. - Uśmiechnęłam się do blondyna.
To był jego dzień, a ja go niszczyłam moimi kaprysami. Muszę wziąć się w garść, dla niego. Popłacze sobie jutro.
Wzięłam do ręki książkę i zaczęłam szukać jakiegoś dobrego tortu.
- Może być ten? Czekoladowy z wiśniami.
- No, co ty, to za trudne. Popatrz, jaki piękny…- Mruknął pokazując na ilustracje przy przepisie.
- Nie panikuj bracie, damy rade. - Odłożyłam książkę i zaczęłam wyciągać potrzebne produkty. Jakimś cudem wszystkie były obecne. - Dobra, to po kolei.
- Mąka?
- Nie!
- Ale tu jest napisane pół kilo mąki. Co nie Sasuke.
- On ma racje Mai. Jak to nie?
- Najpierw, marsz do łazienki ręce umyć. – Nakazałam.
W końcu zaczęliśmy przygotowywać ciasto. Mam nadzieje, że nikogo nie potrujemy.
Naruto podawał mi to, o co prosiłam, a brunet stał obok z zakasanymi rękawami. Chyba chciał stwarzać wrażenie zwartego do pomocy.
- Dwie i pół szklanki mąki, dawaj na stół.
- Tak jest szefowo. Jedna…
- Dalej nie wygłupiaj się, bo nie wyjdzie…
- Dobra już nie będę, to, co teraz?
- Dwie szklanki cukru…
Wszystkie składniki starannie odmierzone, wymieszane ze sobą i ugniecione w jednolita masę zwaną ciastem włożyłam do lodówki.
- Na 30 minut do lodówki.
- Co, pół godziny? Tak długo… - Jęknął.
- Zdążymy to posprzątać i przygotować blachę do pieczenia, żeby potem było szybciej.
Oczywiście sama posprzątałam w kuchni. Mogłam to przewidzieć. Wyciągnęłam z szafki dużą tortownice.
- Wysmarować masłem i delikatnie obsypać mąką. - Przeczytałam. - Naruto wysmaruj to tym, tylko dokładnie. - Podałam mu trochę masła.
- Tak jest!
- Nie krzycz głupku!
Stanął za mną i zaczął wykonywać to, co mu kazałam. Stałam pomiędzy jego ramionami i ani w prawo ani w lewo.
- Kurde Naruto jak ja mam się ruszyć?
- Nie marudź, zaraz skończę.
- Che… Sasuke podasz mąkę?
- Jasne. Co mam zrobić.
- Weź nasyp jej tu trochę, ale ostrożnie, nie za dużo.
Podszedł do nas, spojrzał mi w oczy i się uśmiechnął.
W tym momencie, nawet nie spostrzegłam, kiedy cała mąka zamiast na blasze wylądowała na mnie.
- Sasuke! Ja cie kiedyś zabije! - Wysyczałam przez zaciśnięte zęby. Byłam cała w mące.
- Uf… widzisz jak dobrze, że tu stałaś. Ja jestem czysty.
Blondyn odskoczył ode mnie i dobrze, bo by oberwał z łokcia. W ostatniej chwili zwiał.
- Nawet z mąką ci dotworzy.
- Bardzo śmieszne Sasuke. Idę się tego pozbyć, a wy to posprzątajcie idioci.
Poszłam się umyć, a gdy wróciłam, skończyliśmy przygotowywać tort w spokoju i ciszy.
- No i skończone.
- Jak on pysznie wygląda. Sam bym go zjadł…
- Zostaw Naruto to nie dla ciebie! – Uderzyłam go delikatnie dłonią w rękę, gdy sięgał do tortu.
- No, ale chociaż kawałek…
- Nie! – Powiedziałam stanowczo.
- A chociaż liznąć…
- Fuj! Nie!
- Stary wytrzymaj. Zaraz i tak się zaczną złazić, a nie powiem sam bym spróbował. Mamy talent kulinarny, co nie Naruto. – Zaśmiał się brunet.
Szyderczy uśmiech chłopaków mnie dobił. Niech ten dzień się już skończy!
- Tak jasne, wy macie talent kulinarny, a ja tu tylko sprzątam. – Syknęłam.
Wyszłam z kuchni i powędrowałam do swojego pokoju. Musiałam coś z niego zabrać, jeszcze zanim zaczęli się schodzić goście.
- Ech… Obraziłaś się siostrzyczko?
- Nie, nie obraziłam się. To dla ciebie, Naruto. - Podałam mu niewielki prostokąt zawinięty w papier prezentowy.
- Co to?
- Prezent dla ciebie.
- Nie, ja pytam, co jest w środku.
- Bomba zegarowa, zanim otworzysz poczekaj odejdę na bezpieczną odległość…
-Co! – Przerwał mi zszokowany.
- Idioto ona żartowała. Otwórz to jak chcesz wiedzieć, co jest w środku.
Naruto zaczął rozrywać papier, a ja stałam z głupim uśmiechem przed nimi. Mam nadzieje, że mu się spodoba.
- Wow! - Krzyknęli jednocześnie.
Wystąpił błąd w tym gadżecie.
>