poniedziałek, 1 lutego 2016

33. Klopoty?

Rano Sasuke nie było już w namiocie, a rzeczy mojego brata były już spakowane. Przeciągnęłam się leniwie i z trudem wstałam. Zakładając na siebie ciepłą kurtkę i buty wyszłam z namiotu. Czując mroźne powietrze w otoczeniu wzdrygnęłam się odruchowo z zimna. – Dzień dobry. – Powiedziałam i zamrugałam zdziwiona. Obóz był spakowany a moi kompani nad czymś żywo debatowali. Co dziwniejsze, Naruto bawił się zwojem nieba.
– Dzień dobry siostrzyczko. – Uśmiechnął się do mnie szeroko urywając rozmowę. – Skoro już wstałaś to możemy ruszać.
– Czekaliście na mnie? Przecież…– Przerwał mi wstając i podchodząc do mnie powoli.
– Nie, nie mogliśmy cię obudzić. – Zaśmiał się mierzwiąc mi włosy odpowiadając na jeszcze niezadane pytanie. Zmarszczyłam brwi w grymasie niezadowolenia i szybko się poprawiłam. – Lepiej zacznij myśleć, czemu w magiczny sposób nie pojawiły się drzwi skoro mamy oba zwoje. – Polecił.
– Jak to oba? – Zapytałam, nie ukrywając zdziwienia przypominając sobie o zwoju w jego ręku.
– Gdy wy się obijaliście wczoraj, ja spotkałem naszych miłych śnieżnych kolegów i sobie z nimi porozmawiałem. – Wyjaśnił z uśmiechem, jakby to było coś banalnie prostego.
– Ale jak? – Zapytałam zaskoczona.
– Nie doceniasz mnie znowu Mai. – Stwierdził zaczynając pakować swój namiot.
- Może się pojawiły tylko tego nie zauważyliśmy. – Rzucił nagle kruczowłosy gasząc ognisko. – Teren jest ogromny.
- Może powinniśmy wejść gdzieś wysoko i się rozejrzeć z góry? – Podrzuciłam.
- Świetny pomysł siostrzyczko. – Uśmiechnął się zadowolony. – Więc ruszamy w góry. – Zarządził zapieczętowując ostatnie ze swoich rzeczy.
Gdy w końcu wdrapaliśmy się na jeden z wyższych szczytów w okolicy zaczęliśmy rozglądać się za drzwiami, które widzieliśmy na początku. Jednak nigdzie nic takiego się nie pojawiło. Wszędzie ciągnęła się biała pustynia. Od tej rażącej bieli zaczynała boleć mnie głowa. Nie mówiąc już o tym, że od mrozu odpadały mi czerwone jak truskawki poliki. Nie umiałam stać w bezruchu, ponieważ miałam wtedy wrażenie, że zamarzam. Więc podrygiwałam na śniegu z jednej nogi na drugą wydając przy tym charakterystyczne skrzypienie, wywołane naciskiem podeszwy mojego buta na zmarzniętą powłokę śnieżną. Nie umiałam się skupić na szukaniu drogi do domu było mi za zimno.
- Mogłabyś przestać? Ten dźwięk jest irytujący. – Westchnął młody Uchiha przerywając rozmowę z blondynem, której kompletnie nie słuchałam skupiona na swojej niedoli.
- Zamarznę jak przestane. – Mruknęłam z widocznym niezadowoleniem. 
- Trudno. Będzie spokój. – Fuknął.
- Jasne, płakałbyś za mną najgłośniej. – Prychnęłam wytykając do chłopaka język.
- Chciałabyś.– Wywrócił oczyma łapiąc mocno mój nadgarstek przysuwając się bliżej mnie patrzyły się na mnie dziwnie swoim Sharingan’em i już miał coś dodać, gdy jego źrenice poszerzały się w geście zdziwienia. – Oaza. – Rzucił, a ja obróciłam się w kierunku, w który patrzył. Nie dostrzegałam jednak nic konkretnego. Wszystko rozmywało mi się w bieli.
- Jakieś dziesięć kilometrów przed nami jest oaza pustynna, wyraźnie widzę palmy. – Wyjaśnił stojąc tuż za mną i pokazując dłonią mi konkretny kierunek jednak nie zdało się to na zbyt wiele. Mój wzrok nie mógł się równać z jego.
- Świetnie, wiec ruszajmy. Poprzytulacie się potem. – Stwierdził uderzając Sasuke dość mocno w plecy, przez co musiał się na mnie oprzeć by nas nie poprzewracać.
- Dlaczego on to robi? Wczoraj kazał ci się do mnie nie zbliżać. – Syknęłam bezsilna i zirytowana zachowaniem brata, który usilnie próbował narzucić mi bliskość Uchiha.
- Bo to Naruto. Czasem ciężko go zrozumieć. – Wzruszył ramionami prostując się. – Podążaj za mną to się nie zgubisz.
- Bardzo śmieszne. – Prychnęłam i ruszyłam za nim biegiem. Nie miałam zamiaru tym razem marudzić, że się rządzi, bo najzwyczajniej w świecie mi się nie chciało. Było za zimno na takie bzdety, a on znał drogę.

 - Oaza okey, a gdzie drzwi? – Zapytałam rozglądając się, gdy prawie sięgnęliśmy celu. Rzeczywiście wyglądało to dziwnie. Pustynna oaza oblepiona śniegiem. Małe jeziorko skrzyło się w słońcu skute lodem, palmy od mrozu pobielały, oszronione a kokosy wyglądały na śniegu jak oczy jakiegoś wielkiego białego potwora. – Może ktoś utopił je w jeziorze tak dla zabawy? – Prychnęłam przechodząc przez krawędź oazy i nagle poczułam jak spadam, zdezorientowana przed oczami miałam tylko błękit nieba. Nagle zrobiło mi się gorąco. Czułam jak słońce przypieka przyjemnie moje zziębnięte ciało, a ciepły wiatr spowija je delikatnie jednak z każdą chwilą coraz intensywniej. Zamrugałam kilkakrotnie i zorientowałam się, że pikuje prosto w Las Śmierci. - Cóż za wdzięczna nazwa. – Pomyślałam zamykając oczy wzięłam głęboki wdech i złożyłam kilka pieczęci, lecz było za późno. Poczułam jak moje ciało ociera się o korony drzew a potem z bólem uderzałam w kolejne gałęzie drzew będąc coraz bliżej ziemi. Czekałam aż gruchnę o ziemie i połamie się do końca albo po prostu umrę rozwalając sobie czaszkę o jakiś kamień, jednak to nie nastąpiło. Nagle poczułam, że lecę. Spokojnie i powoli. Może straciłam świadomość i właśnie leciałam do lepszego świata niesiona na anielskich skrzydłach? – Pomyślałam uśmiechając się niemrawo czując nieprzyjemny ból o zgrozo, wszędzie.
- Zgłupiałaś! Czego się cieszysz idiotko? – Usłyszałam oskarżycielski ton. Doskonale wiedziałam czyj to głos. Znów uratował mi tyłek.
- Sasuke. – Wychrypiałam próbując się roześmiać jednak brzmiało to raczej jak żałosny jęk.
- Nie odzywaj się zaraz będziemy w wieży. Naruto już pobiegł po pomoc. – Skarcił mnie ciężko wzdychając. Otworzyłam oczy powoli i ujrzałam otaczające nas brązowe pióra, Sasuke przywołał jednego ze swoich summonów.
- Dziękuję. - Westchnęłam bezgłośnie patrząc na niego.
- Przestań, po marudzisz później. - Wywrócił oczyma uśmiechając się wrednie sprawiając że zwierzę wylądowało przed wierzą płynnie na trawie. Zeskoczył z niego zwinnie na ziemię zemną na rękach a ptak zniknął w białym obłoku. Nie czekając na moje protesty chłopak wszedł do wierzy. – Gdzie medyk Naruto? – Zapytał jak tylko weszliśmy do niewielkiego pomieszczenia, jakby przedsionka, w którym nie było nic poza dużymi drewnianymi drzwiami jak do jakiejś hali i wielkiej białej tablicy na przeciwnej ścianie.
- Marudzili, że nie mogą traktować nas w specjalny sposób. Skoro Mai oddycha to mamy skończyć ten cyrk i ustawić się w kolejce do punktu sanitarnego, bo nie jesteśmy sami na świecie. – Westchnął drapiąc się po głowie z zakłopotaniem. - W sumie mają trochę racji.
- Możesz sama stać? – Zapytał rozglądając się. – Nic się tu nie zmieniło.
- A no. Tyle wspomnień. – Zaśmiał się czytając napis na tablicy. – Jeśli nie posiadasz nieba, zdobądź informacje i bądź przygotowany. Jeśli nie posiadasz ziemi, biegnij przez wzgórza w poszukiwaniu siły. Jeśli otworzysz zwoje ziemi i nieba nieprzyjazne ścieżki zmienią się w przyjazne. To jest sekret czegoś, czegoś co powinno prowadzić cię twoją drogą. - Uśmiechnął się kończąc i rozwijając oba zwoje na raz odrzucając je na wyłożoną betonowymi kaflami podłogę, bardzo już wysłużoną. – Kiedyś tego kompletnie nie łapałem.
- Jasne, że mogę. – Westchnęłam czując, że oszołomienie mija. – Poobijałam się tylko i straciłam na chwile orientację. Mój błąd. Wyolbrzymiasz sprawę nie jestem jajkiem. – Stwierdziłam stając na podłodze o własnych nogach starając się nie rozwrzeszczeć z bólu jakiego doznałam. – Więc co to znaczy? – Zapytałam chcąc odwrócić uwagę od bólu a także nie rozumiejąc dziwnych słów przyglądając się zwoją na podłodze. – Jutsu przywołania. – Powiedziałam sama do siebie, a ze zwojów zaczął unosić się biały dym, gdy nazbierało się go dość sporo w bardzo krótkim czasie moich uszu dobiegł charakterystyczny dźwięk materializacji.
- Witajcie. – Uśmiechnął się patrząc na naszą trójkę. – Dawnośmy się nie widzieli.
- Iruka-sensei – Powiedział radośnie na widok mężczyzny, którego najwyraźniej dobrze znał.
- Chyba nie muszę tłumaczyć, że niebo to umysł a ziemia ciało prawda… – Oświadcza jakby to była najprostsza metafora świata. Przeczytałam tekst jeszcze raz zamieniając słowa i tym razem miał on większy sens uśmiechnęłam się pod nosem, gdy mężczyzna ciągnął. – ale dlaczego zajęło wam to tak długo?
- Zwiedzaliśmy? – Zażartował blondyn.
- No dobrze nie ważne. – Uśmiechnął się przyjaźnie. – Gratulacje. Zaliczyliście drugi etap.
Gdy w końcu dobiegły końca wszystkie ceregiele związane z tłumaczeniem części eliminacyjnej do trzeciego etapu egzaminów w człapałam się na balkon widokowy nad areną czekając na pary które miały się wyświetlić na wielkim ekranie zawieszonym w suficie, podobnym do tablic punktowych na meczu koszykówki.
Zasady parę lat temu zostały zmienione, na podobno bardziej humanitarne, dzięki czemu podobno spadł odsetek umieralności dzieci na egzaminie. Chociaż słowa „na śmierć i życie”, „bez zahamowani” wcale tego nie wróżyły. W każdym razie by dostać się do trzeciego etapu i stoczyć walkę na arenie przed władcami feudalnymi muszę stoczyć trzy przypadkowe pojedynki. Każdy pojedynek ma trzy niezmienne zasady. Walczymy do śmierci przeciwnika, lub do wypchnięcia przeciwnika z kręgu na arenie. Co swoją drogą nie jest wcale takie proste, bo pole jest dość spore. Ostatnią i dość kluczową zasadą jest czas pojedynku ograniczony do piętnastu minut. Gdy ten minie a walka nie zostanie rozstrzygnięta ogłaszany jest remis równoznaczny z przegraną walką. Drobną furtką jest fakt, że spośród osób z dwiema wygranymi zostaną wybrane cztery osoby, które także przejdą eliminacje. Jednak wiąże się to z kolejną walką i stresem. – Westchnęłam ciężko zmęczona natłokiem nowych wiadomości. – Było nas trzydziestu trzech, jedenaście drużyn jednak jedna osoba po wysłuchaniu Hokage wymiękła i skapitulowała. Cóż spróbuje za rok.  Właściwie zastanawiam się dlaczego ja tego nie zrobiłam. Byłam cała poobijana, ba nie wiem czy nie mam czegoś złamanego. Jestem zmęczona i cuchnę. Jednak postanowiłam nie być strusiem i znaleźć się wśród dwunastki najlepszych wraz z resztą mojej drużyny.
- Nie myśl tyle, bo ci mózg paruje. – Stwierdził opierając się o barierki plecami lustrując mnie swoim lodowatym spojrzeniem dość uważnie. – Nie powinnaś stanąć w kolejce do medyka?
- A widziałeś tę kolejkę? – Zapytałam ciężko wzdychając. Sięgała daleko po za pomieszczenie robiące za polowy szpital. Nie mogli nas tam składać perfekcyjnie, ale upewniali się, że zaraz nie zejdziemy z tego świata i powierzchownie opatrywali rany uśmierzając częściowo ból, tak jakby zrobił to każdy w trakcie misji.
- Jesteś gorszym leniem niż twój brat. – Prychnął kładąc mi kciuk na policzku i pocierając go kilkukrotnie. – Wyglądasz okropnie.
- Dziękuję Sasuke. – Syknęłam odtrącając jego dłoń, gdy miałam już coś powiedzieć chłopak w pośpiechu odszedł. Mój wzrok podążył mimowolnie za nim, gdy zobaczyłam różową czuprynę moje oczy otworzyły się szerzej w niedowierzaniu. Sasuke pobiegł do Sakury. Cudownie. W ogóle, czym ja się przejmuję? Powinnam myśleć o egzaminie. Jeśli trafie na jakiegoś świra? A co jeśli na Naruto, albo Sasuke? Może powinnam wtedy po prostu przekroczyć linie pola? Tak Mai. – Skarciłam się uderzając się w czoło otwartą dłonią. – Na pewno byli by dumni.
- Tego uczą w Konoha? Samo okaleczania? – Usłyszałam śmiech za plecami. Odwróciłam się i uśmiechnęłam na widok rudowłosego.
- Kazekage.
- Przestań dobrze? Ile razy mam ci powtarzać, że mam imię? – Zapytał podchodząc bliżej. – Zabieram cię do medyka. – Oznajmił łapiąc mnie za rękę i zanim zdążyłam zaprotestować teleportował nas do odpowiedniej sali wywołując niemałe poruszenie. Zaciągnął mnie do prowizorycznego boksu z lekarską kozetką, krzesłem i przenośna szafką z bandażami i jakimiś specyfikami na kółkach. Zasłonił zieloną kurtynę by powstrzymać spojrzenia gapiów i rozsiadł się wygodnie na krześle wcześniej sadzając mnie na łóżku.
- I? Zmieniasz fach? Będziesz mnie leczył? – Zakpiłam.
- Nie, poczekamy na lekarza. Powinna zaraz wrócić. – Stwierdził uśmiechając się do mnie jakby dumny z siebie. – Czemu was tyle nie było?
- Długo? Kilka dni na przemierzenie lodowego pustkowia i wydarcia zwoju jakimś czubom a potem znalezienie drogi tu to jest długo? – Zapytałam zaskoczona a na jego twarzy malowało się coraz bardziej widoczne niezrozumienie z każdym wypowiedzianym przeze mnie słowem. – No, co?
- Jakiej lodowej pustyni? – Zapytał marszcząc brwi.
- Normalnej? Takiej ze śniegiem i lodem. – Zaczęłam uśmiechając się drwiąco – Wiesz, co to zima nie?
- Wiem Mai. Nie oto chodzi. – Stwierdził widocznie pobudzony. Gara wydawał się raczej człowiekiem spokojnym nieokazującym zbędnych uczuć a teraz widocznie widziałam zdenerwowanie i niezrozumienie na jego twarzy. – Drugi etap po przejściu drzwi w Sunie odbywa się w całości od zawsze w Lesie Śmierci. – Odparł, gdy gruba zielona zasłona poruszyła się. Jednym sprawnym ruchem czyjaś dłoń odsłoniła materiał i kończąc kłótnie z jedną z pielęgniarek kobieta spojrzała na nas uważnie.
- A mówiłam mu, że przyjdę. – Fuknęła raczej do siebie nie zadowolona z naszej obecności. – Upierdliwy człowiek.
- Sakura, mógłbym prosić, zerknij co z nią. – Ponaglił ją tonem nieznoszącym sprzeciwu, zlustrował mnie pospiesznie spojrzeniem i wyszedł bez słowa. Coś było chyba nie tak.
- Wybacz, uparł się. – Westchnęłam wodząc wzrokiem za pośpiesznymi ruchami dziewczyny. Była bardzo nerwowa, nie siadając do biurka otworzyła jakieś akta i zapisała coś w nich pośpiesznie nie spoglądając nawet na mnie przez chwile sięgnęła do swojej apteczki – Zawsze to taka nerwowa praca? – Zapytałam wiedząc, że dziewczyna nie bardzo mnie lubi. Nie chciałam jej podpaść skoro miała mnie poskładać.
- Nie. Tu zawsze dużo się dzieje. Jako najważniejszy medyk mam tez inne obowiązki i tak wychodzi. – Powiedziała raczej chwaląc się. – Dlaczego nie zaczekałaś u góry? Powiedziałam mu, że zaraz do was przyjdę.
- Komu? – Zapytałam zdziwiona.
- Sasuke? – Popatrzyła na mnie jak na idiotkę siadając na obrotowym krześle kilkoma sprawnymi ruchami nóg przysunęła się do mnie i namoczyła wacik w spirytusie. – Może za szczypać. – Ostrzegła przykładając wacik do rany na czole przecierając ją.
Syknęłam z bólu patrząc w podłogę. To, dlatego do niej pobiegł. Westchnęłam ciężko po chwili. – Gara mnie tu przywlókł. – Odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Kazekage. – Zganiła mnie. – Może on pozwala ci tak mówić, ale przy innych, obcych powinnaś odnosić się go każdego z szacunkiem. Nie nauczyli cię tego? No tak w sumie nie ma, czego się dziwić – Zaśmiała się gorzko nie czekając na moją odpowiedz. – Gdzie się tak załatwiłaś? Liczne zadrapania, otarcia i pocięcia. Do tego jesteś – spałowała zdziwiona – Przemarznięta. Maż też zwichnięty lewy nadgarstek i potłuczone żebra. – Oznajmiła oglądając mnie dokładnie. Nawet nie zasłoniła kotary.
- Tak wyszło. – Wzruszyłam ramionami, nie chciało mi się z nią gadać.
- Nastawie ci rękę i usztywnię ją trochę. To powinno pomóc. Po eliminacjach zgłoś się do szpitala niech to porządnie uleczą. – Oznajmiła łapiąc mój nadgarstek i bez ostrzeżenia nastawiła go. Myślałam ze oczy wyjdą mi z orbit, ryknęłam z bólu i niekontrolowanie popłakałam się. Dziewczyna uśmiechnęła się krótko jakby mój ból sprawił jej przyjemność. – Dam ci środki dezynfekujące, obmyj te ranki dokładnie, ja nie mam czasu. – Oznajmiła otwierając nowy bandaż elastyczny po chwili opatrując mi nim dłoń. Robiła wszystko tak szybko i sprawnie byłam pod wrażeniem jej profesjonalizmu, jednak czułam ze różowa chciała się mnie tylko jak najszybciej pozbyć.
- Dzięki. – Rozmasowałam dłoń, gdy skończyła, miałam wrażenie, że bandaż był zawiązany ciut za mocno.
- Ta, idź już. Powiedz Sasuke, że następnym razem masz stanąć w kolejce jak inni. Nie jestem waszą pielęgniarką. – Fuknęła a ja zeskoczyłam z łózka delikatnie i wzięłam środki, które mi podała po czym wyszłam mijając się z kolejnym pacjentem.
Wyszłam z pomieszczenia i wiedziona zapachem jedzenia dotarłam na coś w rodzaju stołówki. Gdy tylko zapachy stały się wyraźniejsze mój brzuch jak na zawołanie zaburczał. Obróciłam w dłoni buteleczkę ze środkiem dezynfekującym i poczłapałam do kolejki na końcu, której wydawano ciepły posiłek. Na szczęście ta kolejka nie była zbyt długa, liczyła raptem kilka osób.
Nagle poczułam silny ucisk na ramieniu i szarpnięcie do tyłu. Tak mocne, że wylądowałam tyłkiem na posadzce. – Przesuń się wszo. – Syknął rosły chłopak niewiele starszy ode mnie z okropnym wyrazem twarzy. Na widok takich osób zazwyczaj każdemu zapala się w głowie lampka „Uwaga łobuz”. Gdy miał się nade mną nachylić i zapewne połamać mi wszystkie kości jakiś chłopak postury Naruto zatrzymał go niebywałą siłą wbijając go w ścianę tak, że na tej pokazało się odkształcenie jego sylwetki.
- Spokój Kanashii! – Ryknął na niego, a ja ulotniłam się w pośpiechu rezygnując z posiłku, jednak to nie był koniec ich rozmowy.
- Moja wina, że twój młodszy braciszek pomylił nas z jakimiś idiotami? To małe ścierwo miało zdechnąć rozumiesz? – Syczał z mordem wypełniającym jego oczy zaciskając potężne pięści na kurtce chłopaka.
- Spokojnie. – Powiedział wyszarpując się z uścisku bez większego kłopotu. – Będziesz miał swoje piętnaście minut. – Uśmiechnął się tajemniczo do mężczyzny a w jego oczach zatańczyły iskierki podniecenia. Z zadowolenia klepnął chłopaka w plecy.
- To rozumiem – Wychrypiał. – Jak chcesz to potrafisz.
- Tylko nie zwracaj na siebie uwagi. – Westchnął odchodząc.

...........................................................................................................................................

Nigdy tego nie robiłam, ale teraz pozwolę sobie zadedykować rozdział Kamilowi i Kindze którzy o mnie pamiętają i wczoraj sprawili że poczułam iż moja historia ma sens. 
Nie będę wam obiecywała że będzie tu coś niedługo bo tego nie wiem. Na razie jest to i cieszę się że mam was i tę historię. 
Pozdrawiam : *


16 komentarzy:

  1. Jestem mega szczęśliwa! Nowy rozdział po tak długiej przerwie! Rozdział oczywiście jest świetny. I teraz mam dylemat, bo lubię i Gaarę i Sasuke i sama nie wiem z kim chciałabym, żeby Mai była :c
    Uu.. ciekawie będzie :D lodowej pustyni powinno nie być :D
    Niedawno polubiłam Sakurę ( szok!) I mam nadzieję, że Mai się z nią zaprzyjaźni ^^
    Była kilka błędów, ale nie przeszkadzały mi tak bardzo w czytaniu :) Był tylko jeden, który rzucił mi się w oczy :"zaraz będziemy w wierzy" powinno być w "wieży" wierzy jest od wiara xD Głupio mi tak cię poprawiać, bo sama robię mnóstwo błędów... xD i nie jest to z mojej strony żadna krytyka!
    Mam nadzieję, że szybko dodasz następny rozdział!
    Pozdrawiam i duuużo weny życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuje za ciepłe słowa : )
    Ja nie lubię Sakury wiec no nie liczyła bym tu na happy end xD
    Co do Gary i Sasuke to już mam ułożony plan wiec go raczej nie zmienię, ale wam tego nie zdradzę xD
    Błędy... ta mistrzem ortografii nie jestem i się niestety zdarzają, ale dziękuje : ) Poprawiłam już ten błąd.

    OdpowiedzUsuń
  3. No jest!! Nowy rozdział, cieszę się bardzo. Wiedziałam, że wrócisz do nas :) Mam nadzieję, że przerwa w pisaniu dobrze ci zrobiła. Nie pozostaje mi nic innego jak napisać" czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. No nareszcie, bo już zaczynałam tracić nadzieję :) Rozdział świetny i widzę ,że nie jestem sama jeśli chodzi o niechęć do Sakury - nie wiem czemu ale jej po prostu nie trawię, zwłaszcza po tym jak zeswatano z nią Sasuke ( no dlaczego.... :( ) No ale mam nadzieję , że choć Ty tego nie zrobisz :) Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział, pisz szybciutko bo się już nie mogę doczekać :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaciekawiłaś mnie z tym Gaarą. Mam nadzieje że nie będzie czegoś takiego, że po prostu sobie jest, tylko no ... będzie z nim akcja. Rozdział przeczytany już trochę dawno może z 5 dni po wstawieniu go na bloga, a komentuję go dopiero teraz, bo ... a nie mogę ze spóźnieniem?! nom, rozdział za KRÓTKI! Ale jak coś jest dobre to dla mnie zawsze jest za krótkie. Liczę na mniejszą przerwę niż ostatnio (chociaż do moich urodzin) i życzę weny, czasu na pisanie i wytrwałości w pisaniu chociaż ty nie przestawaj (mimo małej liczby czytelników (chociaż lojalnych)), bo nie będę miała czego czytać o tematyce anime, a już moich dwóch ulubieńców nie ma ... zapomnieli/stracili zapał. No koniec.

    Kika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  6. no jeszcze nie koniec. Jeszcze chciałam natrącić o bójce jaka się szykuje .. będzie beka?
    Koniec

    Kika

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepraszam Was... Wiem strasznie zaczynam xD
    Na początek dziękuję za ciepłe komentarze powyżej :D
    Chciałabym Was tylko poinformować żebyście nie "kleli" na mnie i wg... rozdział będzie, ale raczej gdzieś w okolicach czerwca. Teraz, najmoralniej w świecie nie mam czasu. Są w życiu niestety rzeczy ważne i mniej ważne, miłe i nie miłe. Choć kocham pisać to opowiadanie, muszę niestety odsunąć je na dalszy plan i skupić się na nauce. Ciężki czas przed mną... Mam nadzieję, że zrozumiecie i uzbroicie się w cierpliwość.
    Pozdrawiam, całuję. Kocham Was i jeszcze raz dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heyka, mam pytanie :) bardzo lubie Twojego bloga, ale zauważyłam że masz kilka błędów, więc moje pytanie brzmi: czy chciałabyś mieć bete? bo ja tez pisałam blogi, ale stwierdziłam że to nie dla mnie :/ a Twój blog jest super, czytałam go z milion razy i nie mogę się ogólnie doczekać nowego rozdziału, ale rozumiem Twoją sytuacje :) no i na prawdę bardzo bym chciała jakoś wrócić do tej społeczności fanfiction :)

      Usuń
    2. Szczerze nie bardzo wiem co to i po co : ) Ale jeśli wytłumaczysz mi na czym to mogłoby polegać to nie ma problemu. Doskonale wiem że mam problemy z pisaniem. Właściwie zaczęłam pisać bloga by ćwiczyć swoje problemy z pisownią. ( Tylko może nie tu. Na moim kącie Google + ( a no i oczywiście jeśli nadal jesteś zainteresowana))

      Usuń
    3. szczerze mówiąc to uhm.. nie mam pojęcia jak wysłać wiadomość na koncie google+ XD ale oczywiście dalej jestem zainteresowana :) myśle że będzie lepiej się kontaktować na gg na przykład, bo to nie jest tak skomplikowane jak google+ XD jeżeli Ci to oczywiście nie przeszkadza :) mój nr gg to 11014024, pisz kiedy masz ochote :) no i wtedy mogę się zagłębić w temat "co to beta" XDDD

      Usuń
  8. uwielbiam i czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  9. Powiem wam, że żyje. I może wreszcie coś napiszę... Nic nie obiecję

    OdpowiedzUsuń
  10. czekamy na następny rozdział ten blog ma jeszcze czatujące na niego osoby.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zgadzam się z przedmówcami - niektórzy nadal czekają na notkę. Należę do tego grona, ale zastanawiam się czy mamy okazję doczekać się czegokolwiek. Ostatnia notka pojawiła się na początku roku 2016, a obecnie minęła już ponad połowa następnego. Uwielbiam Twoją historię, nie zrozum mnie źle, ale to wszystko trochę wygląda, jakby przestało ci już zależeć na blogu i tej historii albo masz tak dużo zajęć, że nie znajdujesz czasu na opublikowanie czegoś/skontaktowanie się z Twoimi czytelnikami. Możesz chociaż napisać czy np. nie postanawiasz odpocząć od pisania, zawieszasz bloga, nie masz czasu na pisanie albo cokolwiek, bo tak naprawdę my nic nie wiemy. Ciągle obiecujesz next, ale jak na razie ani widu ani słychu. Czuję się trochę oszukana.

    OdpowiedzUsuń

Wystąpił błąd w tym gadżecie.
>